Install Theme

Why Not?

\

nadrabiam zaległości filmowe czyli… filmy które niby znam a których nigdy nie obejrzałam. Sama klasyka.

Na początek: Śniadanie u Tiffaniego.

Utrzymanek, słodka idiotka, kasa i impreza do rana. I tak sobie myślę że styl jest wieczny, nie przemija i nie wychodzi z mody. Warto obejrzeć, choćby dla samych widoków. On - przystojny, wrażliwy i z klatą… aj! klasą (dla lasek), ona - słodka, zabawna, urocza i oczywiście z klasą (dla lasek… hmmm… )i wanno-kanapa (dla miłośników designu… w sumie gdzieś taką widziałam…).  Aż się chce zrobić coś głupiego.

w sumie dopiero zauważyłam że boskie ciało należało do tego pana:

George Peppard aka Pułkownik John “Hannibal” Smith…

Monty Python - Always Look on the Bright Side of Life

Siedziałam nad opisem kolejnej nowości i nie mogłam się powstrzymać od nucenia….

(Źródło: youtube.com)

tu miał byc obrazek… ale nie mam siły go szukac

co sobie postanowiłam to zrobiłam. Dodałam do swojego dychawicznego biegania kolejną przecznicę. króciutką. Raptem kilka dodatkowych metrów wyszło. Ale ledwo żyje. Umarłam. Nie mam siły chodzić a maks za kwadrans czeka mnie spacerek z Diigo. Jeeeeeej….

marze o kąpieli… wannie cieplutkiej wody… gumowej kaczuszce i kieliszku dobrego wina. No może być piwo… najlepiej dożylnie.

wanna look like that ;)

(Źródło: faketalesofvictoria, via classysassyfantasy)

Elizabeth Taylor

“ Growth is painful. Change is painful.But nothing is as painful as staying stuck somewhere you don’t belong. ”

—    

Mandy Hale (via onlinecounsellingcollege)

so fucking true

(via our-healthy-habits)

Nice day today is… czyli 5 powodów dla których biegam

Gdyby się ktoś zastanawiał po co biegać to mam dla Ciebie kilka powodów. Bynajmniej nie jest to moja ulubiona rzecz, wolę krafty, pizzę i zakupy.

Czytaj dalej

Love it, want it!!

via society6

Amon Tobin-Easy Muffin

No one can stop me!

It’s mojo baby!

Po dwóch tygodniach biegania pokonałam dystans zaklepany na “kiedyś, za miesiąc, może jesienią a w zimę to na pewno”. Zrobiłam go na miękko, bez zadyszki i machając kuprem jak modelka reklamująca cokolwiek co reklamuje się w biegu i na plaży. Jestem z siebie zajebiście, totalnie, wykurwiście… no dumna że hej.

Jakoś nie miałam kiedy pisać, ale w tym tygodniu biegałam tylko raz. W sumie cały weekend udało mi się biegać i wierzcie mi dzieciaki, truchtanie po piwie, na miękkich nogach, wieczorem gdy w dzień mieliśmy piękne 35 stopni to nie jest coś o czym marzyłam.

Dziś efekty widzę gołym okiem, bez zadyszki, lekko tylko zmęczona ale dumna aż po pachy. Ba! po czubek głowy. Biegam jak lala, w różowych kusych portach, kręcąc tyłkiem i stawiając swoje olśniewające, chyże stópki równo na szerokości jednej kostki brukowej. Słowem: haters gonna hate!

Z całego tego biegania nasuwa mi się jeden wniosek: znajdź swoje mojo. Swoje tempo, sposób oddychania, rytm swoich kroków i ruchów a będziesz nie do zatrzymania. Ja miałam na dziś jeden plan: pobiec swoim tempem, tym które pozwala mi kontrolować oddech, które sprawia że nogi same biegną a ja cieszę się tym ruchem. Stawiam stopy lekko i nie czuję żadnego dyskomfortu, frunę. I w pewnej chwili pomyślałam że przecież mogę pobiec dalej, wydłużyć dystans o dodatkowe przecznice i miałam tę cholerną 100% pewność że dam radę. I dałam.

So fucking proud!