Install Theme

Why Not?

\

słowo o bieganiu

Kominek to taki człowiek co w sumie dobrze gada. Można się z nim zgadzać, można go krytykować, można się na niego obrażać ale… w gruncie rzeczy mądrze gada. Jego wielka prawda o bieganiu to sama prawda. Mi też bieganie nic nie dało.

Biegam dla zdrowia. Rozwalone kolana i kostki dają o sobie coraz bardziej znać z każdym kolejnym rokiem. Więc ruszam tyłek to może jak rozruszam stawy to będą mniej dokuczać… Gówno prawda, ostatnio bolą już nawet w trakcie biegu a nie w spoczynku.

Biegam dla kondycji. Moja mama, zatwardziała palaczka ma pewnie lepsze wyniki wydolności płuc niż ja. Więc uczę się oddychać, uczę jak oddychać, uczę jak łapać zachłannie powietrze i nie zachłysnąć się metr od furtki. A kondycja spadła… nie wiem czemu.

Nie myślę w czasie biegu. Tzn nie żeby w ogóle, raczej skupiam się usilnie na pieprzonym kontrolowaniu oddechu i przebieraniu nogami w tempie niższym niż choćby żółw o kulach bo inaczej… zachłysnę się zbawczym tlenem i padnę na chodnik. Nie ma bata, biegam wolno. I skupiam się na każdym metrze bo tylko to sprawia że w ogóle daję rade. Niestety w głowie nie zostaje miejsce na swobodne myśli i roztrząsanie teorii względności.

Miałam schudnąć… efektów nie zauważam. Poza czasowym wzmocnieniem mięśni i ujędrnieniem strategicznego miejsca czyli pupy nic się nie zmieniło.

Nie jestem ani bardziej pogodna ani kreatywna. Wkurwia mnie wszystko jak dawniej a moja ulubiona szklanka i miska na płatki są święte. Zmieniło się tylko jedno: wiem że ograniczenia są we mnie a nie wokół mnie. Mój czas, dieta, rozrywka a co za tym wszystkim idzie to jaka będę w przyszłości zależy ode mnie. A może jak zawsze to wiedziałam tylko na jakiś czas zapomniałam…                        

“ Po pół roku biegania wiem, że bieganie jest tylko bieganiem. Sportem jak każdy inny. Jeśli zmienia ludziom życie na lepsze, to chyba tylko tym, którzy wcześniej je mieli do dupy. ”

—    

Kominek

dobrze gada!

love autumn

Najgorszy dzień Twojego życia

Wyobraź sobie najgorszy dzień swojego życia. Nie, to nie ta chwila kiedy gnoili cie w szkole, ani gdy milość teojego życia daje ci kosza. To nawet nie ten dzien gdy windykuja twoj dlug do zus… Umierasz. Jak by nie spojżeć na sprawę każdy z nas boi sie tej jednej rzeczy i TEN dzień to najbardziej shitowy dzień w życiu. Koniec ostateczny. Nic już po nim nie ma.
Ale może być gorzej. Mozesz go przezywac znowu i znowu. Budzić się rano, myć zęby, pić kawę i obmyślać jak tu by dostać od kogoś headshota żeby znów obudzić się rano. Paranoja.

Edge of tomorrow to taka paranoiczna pętla czasowa. Jak widać bez wyjścia. Co koleś nie zrobi to musi liczyć na litościwego headshota… zaginiony granat, morderczą bestię, ewentualnie skutecznie wykrwawić się na śmierć. Nie współczuję mu tej walki, współczuję zakończenia. Wyobrażam sobie jak jako 90-letni dziadek umiera w otoczeniu wnuków w nimbie chwaly, bo wreszcie za entym razem ogarnal temat jak należy i przezyl final scene razem ze swoją waleczną joginką a tu bach trach! Wraca na stertę gratów zabijać potwory, zdobywać serce walecznej joginki i ocalić świat. Nie ma to jak pętla czasowa…

Spieprzone zakończenie. Ja już bym dala mu umrzeć jak należy… ale może w takim razie zrobią drugą cześć?

Film i tak mi się podobal, tylko to zakonczenie…

Emily blunt - Edge of tommorow

na drugi raz policzę ile razy ta scena jest w filmie. To i headshoty :)

Na drugi raz muszę policzyc ile razy ta scena byla w filmie :) Emily Blunt: Edge of Tomorrow

(Źródło: thenewdiscursive)

zawiodłam sie… dla odmiany pozytywnie.

gratka dla miłośników SF, stalkera oraz tych najbardziej prawdopodobnych wersji rzeczywistości. Bywa zabawnie ale bez żenujących żartów prowadzącego, bywa strasznie chociaż brak bliskich spotkań z potworami, takich… real close. Oklepany numer z Next, Dnia Świstaka czy Kodu nieśmiertelności chociaż w całkiem zgrabny sposób. Emily blunt wstajaca z gleby pozycją z jogi na pewno zrobi wrazenie na zapuszczonych czytelnikach braci strugackich.

No to oglądam dalej, przydaloby się obstawiać w której godzinie nowej rzeczywistości Tom dostanie litościwego headshota.

moze to moje spaczenie, moze za duzo czasu stracilam w zyciu nad filmami ale ten film jest słaby. Jest moim liderem tego tygodnia zaraz po straznikach galaktyki.

ciacho sezonu, chorobliwie chuda popularna laska o paskudnych uszach, mięśniaki, idiotyczne imie głównego bohatera, durny i sztucznie zabawny zły charakter, kiepskie efekty specjalne, zaginione w tłumie dzieci i bohaterscy gladiatorzy. Wszystko jakby na wyrywki. wszystko kupy sie nie tzryma i przypomina cos jakby scenarzysta mial mocno kacowy sen. suabe. Nawet ciacho sezonu go nie ratuje.

Dobra, ogladam do końca… ale podobno wszsycy umierają.

t.A.T.u. - 220 (HD)

ostatnio chodzilo mi po po glowie caly dzien :)

(Źródło: youtube.com)

czyli mój głos jest jakiś wredny bo mi mówi “dasz rade”. I ja z siebie wypruwam żyły i dysze i ledwo przebieram nogami. Obecnie jest jakis przestój w progresie. jakoś nie mogę więcej a i z częstotliwością też bywa na bakier. ale chyba nie chodzi o to. wstaję, ubieram się i biegam. I tyle. I wracam. i znów jest nowy dzień, nowy wieczór a ja patrze na zegarek idealnie 20.45 i myślę sobie że trzeba wstać i pobiegać.

A efekt? Moj wewnętrzny głos powtarza “dasz radę”. Chyba nie kłamie…